30 Grudzień 2009

Bessie zamknięta w koszu z brudną bielizną śpiewała z zawiązanymi ustami, głosem coraz bardziej zdławionym, lepiącym się od brudnych ścierek, błagającym bez złości, ale też bez żebrania I wanna be somebody’s baby doll, czepiała się nadziei głosem z rogu ulicy, głosem z domu pełnego staruszek, to be somebody’s baby doll, coraz goręcej i pożądliwiej, dysząc już I wanna be somebody’s baby doll.

Julio Cortazar Gra w klasy

14 Grudzień 2009

Krew na śniegu tak bardzo krzyczy. Nie moja. Krew na białych slipach, spokojna i niema. Moja. Zdziwienie zastępuje strach. Metodyczne poszukuję źródła, choć możliwość jest jedna, gdy w głowie obracam ostateczne słowa. Nie dziwią, nie ranią, akurat teraz nie mają władzy nade mną.

Czerwone światło na slipach przykuwa wzrok. Powinienem. Nie umiem? Nie chcę.

Autodestrukcyjne ciągoty. Nie nowe odkrycie, constans istnienia, człowiek się nie zmienia. Sytuacja przepycha go z miejsca na miejsce.

30 Listopad 2009

Pan jest pisarzem, i jak przed chwilą pan powiedział, zna się na słowach, więc na pewno pan wie, że przymiotniki są bezużyteczne, zauważyła spokojnie żona lekarza. Gdy na przykład ktoś zabije człowieka wystarczy powiedzieć to zwyczajnie, zabił człowieka, gdyż czyn ten sam w sobie jest przerażający, nie potrzebuje przymiotników, Czy to znaczy, że mamy zbyt wiele słów, To znaczy, że mamy za mało uczuć, A może przestaliśmy je nazywać, I dlatego je tracimy.

Jose Saramago, Miasto ślepców

5 Październik 2009

Nowy czas, jakość, nowe marzenia, postanowienia i czyny. Czyny przede wszystkim. Co zniszczyłem, już nie naprawię. Co zbuduję postaram się nie zniszczyć. Jeszcze czekam, najpierw jedna nieśmiała myśl wybiega w przyszłość, za nią druga, trzecia i kolejne. Po myśli rusza słowo, usta podążają szlakiem myśli i rodzą szkice dnia jutrzejszego. Poprawiam krzywizny, łączę kolory, szukam…

Odnaleźć w sobie wystarczająco dużo nadziei, by zrobić krok. Banalnie niewykonalne. Czekam.

28 Wrzesień 2009

Odszedł. Sam do tego doprowadziłem, a teraz rozpaczliwie szukam w podkoszulkach jego zapachu… 4 tygodnie, a gdyby ktoś zapytał zarzekałbym się, że to stało się wczoraj. Że słowa, które wciąż bolą muszą być świeższe niż 28 dni, że odrętwienie powinno już zniknąć, że nadzieja dawno miała umrzeć. Wciąż jestem tu, gdzie mnie zostawił i czekam…

7 Lipiec 2009

Zbieram się w sobie, przede mną skok. Nie byle jaki, bo skok w dorosłość przez duże s! Do tej pory dawałem dyla którędy tylko mogłem, mamiłem pozorami i trwałem w rozkroku – już nie tu, jeszcze nie tam. Ze śmiechem obserwowałem jak inni zdobywają kolejne odznaczenia wzorowego dorosłego, dumni, brylujący w towarzystwie, szczęściarze. Nie będę taki, oni to nie ja. Zmuszony zmienię co trzeba, znajdę swoje miejsce w puzzlach życia. Będzie dobrze. Na nowo zdefinuję “dobrze”.

25 Czerwiec 2009

To był dobry dzień. Nowoodnaleziona samowystarczalność przyniosła nieoczekiwany uśmiech. Śmiałem się do siebie otoczony zielenią i zezowatymi spojrzeniami setki okien.  Zrzuciłem pryzmaty, ujrzałem siebie bez cudzych ubrań, zapożyczonych ozdobników, bez tego wszystkiego byłem nagi. W tej nagości wreszcie czułem się sobą, nie potrzebowałem nic więcej. Gdy przestałem na chwilę gonić za magią ona niespodziewanie mnie odnalazła. Porzuciłem pośpiech, porzuciłem oczekiwanie i niepokój, a serce wybiło inny rytm. Żyłem tą chwilą jak nigdy przedtem, zupełnie jak dziecko, dla którego niczym jest czas, cierpliwość i zobowiązania, które postępuje w całkowitej zgodzie z sobą. Nie byt warunkował mnie, ja warunkowałem byt!

Udało mi się odrobinę przesunąć granice fizyczne i umysłowe, to był mój największy sukces tego dnia.  Poczułem możliwości i ich cenę. Dobrze, że ją mają, niczym nie okupione byłyby bezwartościowe. Zacząłem także obdarowywać innych uczuciami, poznawać ich historie i zapraszać do udziału w mojej. To był dobry dzień.

23 Czerwiec 2009

Dziś szczególnie dotkliwie odczuwam ciężar zmarnowanych szans. Wyznając zasadę “brak żalu za rzeczy zrobione” żałuję jedynie tych zaniechanych. Tych, którym obojętnie pozwoliłem przejść obok. Mogły być moje, a nie były. Następne będą. Idą zmiany, bo wciąż wierzę, że można się zmienić, że można aktywnie kreować swoją małą rzeczywistość i subiektywnie nadawać jej wartość.

Nie rezygnuję, bo nie ma jeszcze z czego. Najpierw trzeba zacząć żyć, by później móc to życie opłakiwać. Kiełkuje we mnie spóźniona nadzieja, snuję plany, formułuję marzenia i wreszcie chce mi się być. To dobre uczucie.

16 Czerwiec 2009

Raz po razie udowadniam światu i sobie swoją złą wolę. Sabotażuję moje życie, bo wydaje się poza moim zasięgiem. Jestem chorobliwie zazdrosny, samolubny i chciwy.  Nienawidzę ich, bo pragnę ich najzwyklejszych doznań, dni i historii, ocenzurowanego odczuwania świata. Chciałbym się wyłączyć, wywarzyć okiennice i zanurzyć w bieli zapomnienia. Jest bardzo wiele do zapomnienia…

Upośledzony życiowo, samookaleczony ja. Smutek i cierpiętnicza wizja świata są mi bardzo bliskie, lubuję się w nich, w nich upatruję własnej wyjątkowości. Miewam ataki autodestrukcji. Wycofałem się z aktywnego udziału w otaczającym świecie, by schować się w cieniu debilnie uśmiechniętej skorupy i bezzmiennie na coś czekać.

14 Czerwiec 2009

Ze smakiem kawy na języku, otulony puchem własnych myśli tropię przyczyny. Nie wątpię, że jest dobry, wątpię czy dla mnie. Widzę siebie bez niego i często przychodzi to nazbyt łatwo. Nie wiem czego chcę, analizując sprzeczności szukam jakiejś odpowiedzi. Jo powiedziała, że nie umiem być sam, potrzebuję tragizmu, potrzebuję czuć. Ona mnie zna, miewa rację. Przez ostatnie trzy lata szukałem siebie u jego boku. Gładki początek, zdumienie własną okrutnością, próba życia osobno, trudne powroty, szachownica dni  bardziej i mniej złych.

Trzy lata później wiem mniej, nie wiem kim jestem. Chciałbym się zefiniować, znaleźć swój sposób, choć może jego brak też jest jakimś sposobem. Mało wiem, dużo śpię, dni mijają mnie jednakie.